Kontrolery ruchowe warte zainteresowania czy nie?

Taka wydaje się być powszechna opinia; ludzi i pism, które z graniem jako takim nie mają absolutnie nic wspólnego, oraz person i serwisów, które na tematyce gier często opierają więcej aniżeli swój żywot majątkowy.


Przez co mój mózg zaczyna się wieszać. Bo o ile nielogiczne zdanie rynsztokowych brukowców mnie nie dziwi –
wiadomo, współczynnik ′trend(y)owatości′ kreowany jest przez bankrutujące gwiazdy i popkulturalne ploty – o tyle pogląd ′ludzi z branży′, tudzież ′tematycznych fascynatów′ jest mi kompletnie niezrozumiały. No może nie nie kompletnie, ale blisko. Nie zaprzeczę faktowi iż ′MoViiNecty′ są ciekawą alternatywą do dzisiejszych kontrolerów. Mogą być niezłym funem dla rodzin lub podczas imprez. Samo ich opracowanie pokazało światu niesamowicie interesujące innowacje na rynku technologicznym. Jednak pojawia się tu jedno, wielkie ′ale′. Dla ludzi spod wyznania Starych Ortodoksów Klasyki Gamingu (vide ja), sposób użytkowania tych urządzeń zaprzecza dokładnie wszystkim wartościom, na których zbudowane zostało ′Uniwersum Gier′ (konsolowych i nie tylko).

Po pierwsze, podstawa idei gier konsolowych opiera się na:

 

a) kanapie/fotelu/innym wygodnym siedzisku,

b) bezpardonowym rozparciu dupska na owym siedzisku,

c) plastikowym instrumencie zatkniętym w jednej bądź obu dłoniach, w ilu, zależne jest to od

d) czy operujemy drugim kulasem w dostarczaniu żarła do ust czy też nie. Dopiero gdy spełnimy powyższe wymagania, możemy z czystym sumieniem mówić o ′graniu na/z/przy konsoli′.

 sponsoruje nas laurem.pl laptopy poleasingowe Kraków

Natomiast gdy bierzemy do ręki kontroler ruchowy (Move/Wii), bądź skaczemy przed detektorem ruchu (Kinect), cała ta harmonia zostaje zburzona w ułamku sekund. Jak za dotknięciem tandetnej, plastikowej różdżki zaczynamy skakać w górę i na boki, niczym grupa przedszkolaków poddana stymulacji za pomocą elektrowstrząsów. No chyba że gramy w coś bardziej ′statycznego′, jak np. wyścigi – wtedy zachowujemy się jak zombie, który nagle dostał masywnego napadu skurczu w knykciach (′trzymanie kierownicy′), okazjonalnie sięgając w okolicę miednicy niczym student w tramwaju, upewniając się czy nikt go przypadkiem nie okradł (′zmiana biegów′). Wolicie bijatyki? Pewnie, nie ma to jak trzymać 200-złotowy odpowiednik zwiniętej gazety i trzepać niewidzialne muchy. Żeby skrócić wyliczanie, reszta gier sprowadza się do strzepywania kurzu z mankietów lub wywijania łapami niczym clown na głodzie heroinowym, cierpiący przy tym na syndrom Touretta. Możecie mnie nienawidzić, ale taka jest szczera prawda. Wiilot, Kinect, Move – wszystko super cacy, ale 20, a nawet 30 lat temu idea konsoli niezmiennie polegała na kawałku plastiku trzymanym w obu dłoniach. Przez lata przeróżne firmy produkowały najrozmaitsze dodatki do swoich konsol, jednak zawsze orbitowały one wokół rozbudowanych kontrolerów, opasek, mat, nakładek na głowę, rozszerzeń do samych konsol, itd. Można argumentować iż technologia ruchowa pojawiła się w nowych kontrolerach właśnie dlatego, że nastały odpowiednie czasy umożliwiające implementację tejże technologii. A więc jeżeli argument oldschoolowości i bycia wiernym pierwowzorom was nie przekonuje, uwzględnijcie następujące przesłanki:

′Z kartonu′ – tak odpowiada wiele amerykańskich dzieci na zadane pytanie ′skąd pochodzi mleko′. ′No i mają rację′, odpowiedzą niektórzy z was. I wtedy wy też macie rację, przyjmując że kula bowlingowa waży 250 gram (wliczając baterie) i przypomina źle zaprojektowany tłuczek do ziemniaków. 

Z całym szacunkiem, jednak przypominam wam że istnieją rzeczy, których po prostu nie da się odtworzyć na ekranie wielkiego telewizora, jak np. dopiero co wspomniane kręgle. Gdy idziemy do pobliskiego klubu kręglarskiego, zbieramy się w kilkuosobowa ekipę (coby taniej wyszło), dostajemy buty – nie zawsze pasujące, ale co jest częścią klimatu – sączymy soczek, bursztynowy bądź nie, a wokół otaczają nas hordy wulgarnych buraków kopcących szlugi na potęgę. I pomimo – a być może właśnie dzięki temu – odczuwamy w pełni co to znaczy ′wyjść na kręgle′. Obojętnie jakich substytutów byśmy nie użyli – piwa z butelek, orzeszków z paczki i ′kumpli′ on-line, nie zbliżymy się nawet w 10% do ′prawdziwej rzeczy′.

 

W podobny sposób można zanalizować inne sytuacje – strzelanie z łuku, golf, czy chociażby rozsławiony wszem i wobec fitness – o czym mowa będzie nieco dalej. Oczywiście jest to tylko osobiste przewidywanie, ale jeśli tak dalej pójdzie, to amerykańskie dzieci nie będą osamotnione w twierdzeniu iż hamburgery biorą się od ′pani z kasy′ czy ′pani z okienka′, a nie z martwych krowich trupów. Nieprawdopodobne? Gry w coraz większym stopniu stają się ogólnoświatowym mass-medium. Środkiem przekazu, który karmi i uposaża w wiedzę co raz to większe rzesze młodych ludzi. A prawdziwe czynności, cudowne w swojej autentyczności i realności, zaczynają być nie tylko symulowane en masse via consoles (że się tak wyrażę) ale i reklamowane jako ′lepsze niż rzeczywistość′. Bo nie trzeba wychodzić z domu. Czego również nie trzeba, to mieć życia i znajomych. Nie wspominając już nawet o zerowym pojęciu terminologii związanej z daną tematyką, np. broniami najczęściej występującymi w grach fantasy. Kto wie czym jest cięciwa lub jelec, albo do czego służą. Lub jakimi właściwościami charakteryzują się dane kije golfowe bądź ciężkości kul bowlingowych. A nawet jeśli ktoś ma nikłe pojęcie, to przy zetknięciu się z rzeczywistością ta wiedza przekłada się na kompletną i beznadziejną bezradność. Nie ważne jak wiele godzin lub nawet dni przegracie ′trenując′ golfa czy celność w FPSach. Na polu, torze, strzelnicy czy korcie liczą się doświadczenia towarzyskie i przede wszystkim prawdziwe.

 

Istnieje też (ponoć bardzo ważny) argument przemawiający za zdrowiem płynącym z używania tych, prawie że cudotwórczych, magicznych kontrolerów. Utrata wagi! Tak jest, fitness drodzy państwo. Skakanie, machanie rencamy i nogamy, a o Wii już (zaraz) wspominając. Pomijając iż przeciętny nerd połamałby sobie ręce z wysiłku grając Wiilotem w bierki, oraz to że wszystkie ręczne kontrolery trzeba przywiązywać sobie pętlą do nadgarstka aż do wystąpienia fioletowych pasków – co z pewnością działa jako niezła reklama dla subkultury emo – oraz to że wszystkie kicki i punche przy Kinect′cie wykonuje się na własną odpowiedzialność – co ze statusem opieki medycznej w Polsce może się równać śmierci – oraz to że śmigając w przeciętne-byle-co na kontrolerach ruchowych wygląda się jak osoba z niezdrowym tikiem nadgarstka lub szympans, który próbuje przeciągnąć banana przez odbyt po pachę, to w sumie… w sumie kontrolery nowej generacji to super sprawa. Zwłaszcza jeśli mowa o Wii, do którego arcyprzepotężne N wypuściło gazyliard gadżetów, wliczając w to (m.in.) Wii-Pistolety, Wii-Strzelbę, Wii-Laserową-Strzelbę, Wii-Kij-Bilardowy, Wii-Świecący-Miecz-Do-Walki, Wii-Nie-Świecący-Miecz-Do-Walki, Wii-Ścierę-Do-Tańca, Wii-POMPONY-Cheerleader′skie, Wii-Kierownice, Wii-Grzechotki, Wii-Paletki-PingPongowe, Wii-Wędkę-Tak-Taką-Do-Łowienia-Ryb, Wii-Kusze, Wii-Materiałowy-Pokrowiec-Na-Ramię, Wii-Sylikonowy-Pokrowiec-Na-Ramię, Wii-Różowe-Paski-Na-Nadgarstek, Wii-Stylowe-Różowe-Śrubokręty-Do-Wiilotów, czy wreszcie Wii-Mate-Do-Ćwiczeń. Nic dziwnego że ludzie, którzy zakupili Wii chudną. Trzeba się napracować by mieć kasy na te wszystkie dobra.

Ale z sarkazmu przechodząc na chwilę do poważnych argumentów – Wii Board, a′la Wii-Deska-Do-Ćwiczeń. Z Wii Board′em możecie wykonywać przysiady, skłony, pompki, oraz wiele innych skomplikowanych ćwiczeń, których normalnie nie byli byście w stanie wykonać. Niesamowity, ultra-nowoczesny system Wii powie wam ile schudliście na przestrzeni, np. roku, oraz ile byliście w stanie zrobić pompek wtedy a ile teraz. Tenże niesamowity, ultra-nowoczesny system to tak naprawdę łazienkowa waga, zeszyt z długopisem i kolorowe obrazki przewijające się przed telewizorem jako zachęta dla tych kanapowych komandosów, dla których nie ma już żadnej innej nadziei. Istnieje prawdziwa historia, od dawna krążąca po Internecie, gdzie pewna pani bardzo sobie zachwala Wii-Board′a, mówiąc iż przez dwadzieścia lat nie mogła znaleźć sposobu na to by schudnąć. Jednak gdy pojawił się magiczny Wii-Board, jedyne co musiała zrobić to wydać X-dolarów na Wii i Board′a i puf! 20 kilogramów z głowy. Gdy zapytano ją jak zrzuciła te 20 kilo, odpowiedziała że poprzez skłony, przysiady, pompki, itp. wykonywane na zestawie WiiFit. Serio, ale za kasę, którą ona wydała na ten cudotwórczy zestaw wolałbym kupić róg zdechłego jednorożca i sporządzić eliksir odporności na debilizm.

Schodząc wreszcie z tematu Nintendo chciałbym poruszyć jedną z najważniejszych kwestii gamingu naszej ery. Turnieje. Opinii o turniejach jest tyle co graczy, każdy ma własną. Jedni je uwielbiają, ściągają powtórki z neta i analizują, inni mają je w najgłębszym z poważań. Nie da się jednak zaprzeczyć iż jest to odmiana grania, sprawiająca że gry konsolowe i komputerowe zyskują w oczach ludzi nie-grających. Nawet przeciętny, 50-letni mężczyzna z mięśniem piwnym i po uszy zawalony w robocie papierkowej musi stwierdzić że coś jest na rzeczy, gdy ujrzy turniej Counter-Strike′a na kanale EuroSport. Dwudziestu facetów siedzących w dwóch drużynach, ramię w ramię, w pełni oddanych anihilacji swoich wrogów, dumnie dzierżących myszki, drugą dłonią intuicyjnie operując klawiaturą, wrzeszcząc w headset′y, okazjonalnie przeklinając – o dziwo nawet jest w tym jakiś honor, napięcie i poczucie starożytnego Rzymu, areny na której stawia sobie czoła kilku śmiałków, by tylko wybrani powrócili z niej żywi.

Łapiecie?

 

To teraz zamieńcie myszki i klawiatury na kontrolery ruchowe. Każdy, pojedynczy turniej FPS′ów, bijatyk czy czego sobie zażyczycie – będzie wyglądał jak wielka plejada bicia konia. Przepraszam, ale inaczej tego ująć się nie da. Ewentualnie można to nazwać grupą taneczną Michaela Jacksona, na ciężkich psychotropach, podłączonych pod prąd i łajanych biczami z drutu kolczastego.

Dalej nie dość? To co powiecie na myśl że pierwszy lepszy mim z ulicznego przedstawienia będzie w stanie skopać tyłek najlepszemu bohaterowi najnowszej akcji? Ruchy, które posiadają mimowie są tak perfekcyjnie precyzyjne że nie będzie miało znaczenia czy przeciwnik będzie się znajdował w odległości pół metra, czy pół mapy – cichy zabójca o białym obyciu zdekapituje was w ułamku sekundy. I nawet nie doczekacie się zwycięskiej wrzuty, tak upokarzająca będzie porażka.

Nie. Dopóki żyje, takie rzeczy nie nadejdą. Przynajmniej taką mam nadzieję, bo inaczej będę musiał odebrać sobie życie. Zanim przyjdzie mim szyderca. Granie, zwłaszcza granie konsolowe to swojego rodzaju tradycja. Nieodłącznym jej składnikiem jest kontroler w ręku i zad na kanapie. Tak już uczył mnie dziadek, i o ile na ogół jestem niesamowicie otwartym człowiekiem, tak teraz pozostanę konserwatystą. Kontrolery ruchowe mogą być ciekawym dodatkiem, ale postawmy je obok, a nie zamiast naszych wiernych padów. Osobiście, gdybym chciał przeżyć ′praktycznie jak prawdziwych, tyle że nie do końca′, wyszedłbym na dwór, pograć z dzieciakami w policjantów i złodziei. Wyszło by na to samo, z różnicą +X kasy (no i jednego rogu jednorożca).

Wojciech ′el_moskvitz′ Horydowiec

Serwis udostępniający tekst dla StacjaKultura.pl Consoleo. Jesteśmy częscią StacjaKultura.pl

Be the first to comment

Leave a comment

Your email address will not be published.


*