METAL GEAR SOLID 4: Guns of the Patriots – recenzja gry

„Jak żyć, co z sobą robić, aby starość uczynić pozytywnym choć dokuczliwym czasem? Uczynić z niego godną pointę? Nie dopuścić do degradacji? I czy jest to w ogóle możliwe? Sądzę – że udaje się tylko wybranym.”
s. 22 Zofia Kucówna – Zdarzenia potoczne

Jest rok 2014, wojna nie jest już tym czym widzieli ją nasi przodkowie – walką o wyzwolenie, próbą narzucenia  wyższości swojej rasy, religii czy nawet ideologii nad inną. Dzisiaj jest to najbardziej dochodowa gałąź drzewa, zwanego światową gospodarką. Na każdym kontynencie ma ona miejsce, a biorą udział w niej  głównie zastępy najemników, opłacanych przez Prywatne Firmy Militarne (PMC – od ang. Private Military Company). Wojna przeistoczyła się w pełni kontrolowane zjawisko.  ID każdej broni przypisane jest do poszczególnych żołnierzy, a dokładniej do nanomaszyn krążących w ich krwiobiegu, co eliminuje ryzyko tzw. friendly fire lub użycia broni zakupionej ze środków jednej PMC przez członków innej. „…Ten kto kontroluje pole walki, kontroluje historię. Wojna się zmieniła… Kiedy pole bitwy znajduje się bod absolutną kontrolą, wojna zmienia się w rutynę…”

Fot. Konami

Metal Gear Solid 2 pozostawił po sobie bardzo dużo pytań, na które prawdopodobnie sam Hideo Kojima  nie znał odpowiedzi jeszcze gdy my czailiśmy się w krzaczorach Snake Eater`a.
Czy mistrzowi udało się usatysfakcjonować wszystkich fanów i rzucić światło na wątki, których dalszego ciągu tak bardzo oczekiwali? A może Kojima postanowił ukłonić się osobom, które jeszcze nie miały styczności z tą jakże poważaną na całym świecie serią? Sponsoruje nas luarem.pl laptopy poleasingowe Kraków

W Metal Gear Solid 4 : Guns of the Patriots wcielamy się w postać Solid Snake`a – byłego agenta do zadań niewykonalnych, który w swoim stosunkowo krótkim życiu wyszedł zwycięsko z niejednej beznadziejnej sytuacji. Aktywny tryb życia i walka z chodzącymi machinami masowej zagłady nie wpłynął jednak korzystnie na bohatera. Z pewnych przyczyn, których żadne badania nie mogą wyjaśnić, Snake diametralnie się postarzał, a co gorsza, proces ten wcale nie ustępuje. Analizy i prognozy wykazują, że bohaterowi został jeszcze rok życia… Najbliższa przyszłość pokazuje jednak, że nie czas myśleć o śmierci, ponieważ na żołnierza czeka jego ostatnia misja – poświęcenie.

Fot. Konami

Gameplay. W tej kwestii w Guns of the Patriots zmiany zaszły naprawdę daleko. Osoby, które nie grały w „usprawnioną” wersję Snake Eater`a – Subsistance lub Portable Ops na PSP, z pewnością w pierwszej kolejności zwrócą uwagę na w pełni kontrolowaną kamerę. Równie szybko również ją docenią gdyż wachlarz ruchów który, Snake ma w zanadrzu nie miałby prawa spełniać swojego zadania przy stałym widoku z góry. Zaskoczeniem była dla mnie zmiana klawiszologii względem poprzednich części. Za uderzenie i strzał nie odpowiada już kwadrat lecz R1, ale zanim damy Panu Bogu ponieść kilka kul, należy przytrzymać L1 co zaowocuje widokiem zza ramienia Snake`a (możliwość przełączenia kamery z jednego na drugie) z oznaczonym celownikiem. Z tego poziomu naciskając trójkąt przechodzimy do widoku FPP. Chcąc zastosować CQC (tak, syn Big Bossa również potrafi władać tą sztuką) wystarczy przytrzymać R1 i znów otwierają się przed nami nowe możliwości, których poznanie pozostawiam już Wam.

Fot. Konami

Snake nie jest już tak dobrze przystosowany do walki jak za czasów swojej świetności: szybciej się męczy, jest bardziej podatny na stres, po dłuższej chwili spędzonej w pozycji przykucniętej bolą go plecy, a próba przewrotu w przód potrafi zakończyć się łupaniem w krzyżu. Na jego szczęście sprzęt rozwinął się na tyle, żeby pomóc naszemu staruszkowi w wykonywaniu misji, w której bardzo ważne jest pozostanie niezauważonym. OctoCamo – wynalazek Otacona (którego technologię, na której się opiera, wykradł de facto od DARPA), w który wyposażony jest nowy strój Snake`a, pozwala na przybranie barwy i wzoru powierzchni do której przylega. Wzorem MGS3 camuflage index znajduje się w prawym górnym rogu ekranu. Drugim przydatnym gadżetem jest Solid Eye – urządzenie przypominające opaskę na oko, które łączy w sobie funkcje lornetki, noktowizora i radaru. Dzięki niemu łatwiej dostrzegamy również leżące w naszym zasięgu przedmioty i broń, tudzież dowiadujemy się w jakim nastroju jest dana osoba (co symbolizuje ikonka w odpowiednim kolorze). Wykrycie wroga przy wyekwipowanym Solid Eye jest bardzo proste, ale niestety to małe ustrojstwo posiada baterie, po których rozładowaniu trzeba chwilę odczekać na doładowanie. Co zrobić, kiedy spotka nas taka sytuacja w miejscu, gdzie strażnicy mogą wysłać swój patrol? Wtedy z pomocą przychodzi nam tzw. threat ring – dość słabo widoczny okrąg wokół bohatera, na którym powstają zniekształcenia od strony, od której nadciąga wróg. W momencie, kiedy zaobserwujemy zbliżające się niebezpieczeństwo, a złośliwość losu pozostawi nas w miejscu, gdzie nie mamy szans na ukrycie się, pozostaje nam przedostania deska ratunku (ostatnią jest wpakowanie serii w korpus lub dobrze wymierzony headshot :)), jaką jest udawanie martwego. Jeżeli nikt nie widział Snake`a podczas wykonywania tej czynności, strażnicy nie powinni się zorientować, że tylko udaje.

Stan fizyczny i psychiczny naszego bohatera obrazują trzy wskaźniki w górnej lewej części ekranu:  wskaźnik życia, wytrzymałości i stresu. Ten ostatni przedstawia wartości procentowe i odnawia się wtedy, gdy Wąż aktualnie nie znajduje się w polu zagrożenia, wącha specjalną roślinę o kojących właściwościach lub… przegląda Playboya (tak, staruszka dalej interesują panienki).

Fot. Konami

Podsumowując, warto jest dobrze opanować wszelkie sztuczki, którymi ekipa z Kojima Productions naszpikowała sterowaną postać, ponieważ wróg potrafi wykazać się sprytem (przy każdym poziomie trudności wyższym niż „Solid Normal”). Utkwiła mi w pamięci sytuacja, w której to po wszczęciu któregoś z kolei alarmu, schowałem się za zawaloną kolumną. Strażnicy odnaleźli odpowiednie pomieszczenie i powoli zmierzali w ku mojej kryjówce, przy czym licznik informował mnie, że za kilkanaście sekund dadzą sobie ze mną spokój. Napięcie było ogromne, ale wyczekałem w bezruchu do końca alarmu. Pomyślałem (jak się później okazało) z dziecinną naiwnością i z pewnością, że jak tylko CAUTION wybije 00:00 wszyscy się zatrzymają i pobiegną na swoje posterunki. Rozparłem się wygodnie w fotelu, ale co widzę? Strażnik, mimo komendy odwrotu, postanawia sprawdzić dla świętego spokoju, czy aby nic podejrzanego nie znajduje się za przewróconą kolumną… Nie uciekałem długo. Zaznaczam jednak, nie zaczynajcie gry od poziomu niższego niż Big Boss Hard bo w przeciwnym wypadku rozgrywka straci swój wyraz i doznania z niej płynące nie będą satysfakcjonujące.

Warto wspomnieć kilka słów o broniach, które w serii zawsze zaskakiwały liczebnością. Nie inaczej jest w przypadku Guns of the Patriots, w którym czeka na nas ponad 70(!) rodzajów broni wszelkiego kalibru. Pozwolę sobie wymienić tylko: M4, M60E4, P90, M870, FN SCAR MK 17, M10, XM8, RPG-7, THOR .45-70, AK 102, SVD, M82A2, M72A3, FIM-92A, GSR, Vz.83, VSS, a do tego miny, granaty… Uff… Jak na grę, w której kluczowe jest niezwracanie na siebie uwagi, pozostanie w cieniu za plecami wroga, który usłyszeć może dźwięk potrąconej przez Snake`a puszki, to dość sporo. W każdym razie ja nie zamierzam z tego powodu narzekać, a wręcz przeciwnie, pochylę głowę przed grafikami, którzy bardzo profesjonalnie oddali wygląd wszystkich „pukawek”. Na początku pisałem o tym, że każda broń PMC ma przypisany ID danego żołnierza. Oznacza to, że Dziadziuś nie ma żadnego pożytku z oręża, które znajdzie np. przy zabitym żołnierzu tej organizacji. I to jest punkt, w którym na scenę wychodzi Drebin 893, czyli jedna z kluczowych postaci w grze, która wbrew nazwie nie jest reinkarnacją C3PO lub R2D2, ale czarnoskórym cwaniakiem, potrafiącym zdjąć zabezpieczenia ze wszystkiego co strzela, wybucha i zabija. Nie robi tego jednak za piękne oczy Snake`a, ale za odpowiednią opłatą w walucie zwanej Drebin Points. Zarówno w trakcie gry właściwej jak i cut-scenek, gracz będzie miał szansę zainkasować na swoje konto „kilka” DP np. poprzez zbieranie „bezpańskich” karabinów i oddawanie ich Drebinowi, za które później można odblokować wybraną broń, ulepszyć ją, dokupić amunicję lub nabyć którąś z jego sklepu.

Seria Metal Gear Solid rozpuściła graczy w kwestii oprawy audio-wizualnej. Nie będę owijał w bawełnę – MGS4 nie stanowi odstępstwa od tej reguły. Przerywniki masakrują zarówno samym wykonaniem jak i dbałością o szczegóły, które zauważalnie są dopiero wtedy gdy oderwiemy wzrok od pierwszego planu. Akcję perfekcyjnie ukazuje genialna kamera, która bardzo często wręcz sprawia wrażenie jakby była trzymania przez żywego kamerzystę, któremu ręce potrafią drgnąć. Osoby odpowiedzialne za ten element w filmikach z pewnością nie raz oberwali wałkiem od żony za wracanie do domu nad ranem, po nadgodzinach. Ale nie tylko filmiki urzekają dbałością detale. Przyjrzyjcie się grymasowi na twarzy Snake`a, gdy ten porządnie oberwawszy leży na ziemi. SIŁA OPRAWY GRAFICZNEJ MGS`a TKWI W SZCZEGÓŁACH!!! Otoczenie, w którym przyjdzie graczowi toczyć boje, również naszpikowane jest elementami niezauważalnymi na pierwszy rzut oka, a których brak wpłynąłby na ogólny odbiór. Samo wykonanie lokacji trzyma bardzo wysoki poziom i nie ma się do czego przyczepić (uwadze malkontentów nie ujdzie zapewne gorsza jakość tekstur w kilku miejscach, co nie jest wcale łatwo zauważalne). Wymienianie specjalistycznych nazw efektów, technik i trików graficznych nie jest konieczne w przypadku Metal Gear Solid, gdyż – powiedzmy sobie szczerze – nie ten element jest dla serii najważniejszy.

Fot. Konami

Bardzo ważna natomiast jest muzyka. Harry Gregson – Williams, Nobuko Toda, Shuichi Kobori i Kazuma Jinnouchi stworzyli najlepszy soundtrack w historii serii i nie uważam by był w tym cień przesady. Utwór „Old Snake” zdaje się przekazywać odbiorcy, że starość i przemijanie pisane są każdemu człowiekowi, ale nie oznacza to, że w parze z tym idzie również bezsilność. „Love Theme” to smutek ubrany w nuty i głos Jackie Presti, mój faworyt „Mobs Alive” stanowi kolejny dowód, że granica między filmem, a grą jest już niemal niewidoczna, zaś „Here`s To You” skomponowany przez Ennio Morricone i zaaranżowany przez Harry`ego Gregsona – Williamsa spotęguje w nas stan zadumy podczas napisów końcowych. Ledwo powstrzymuję się od tego żeby napisać o utworach, które szczególnie wzbudziły we mnie zdziwienie i zachwyt. Zamiast tego spłodzę pieśń pochwalną na cześć voice-aktorów. Oberwałbym cojones temu, który odważyłby się zdubbingować MGS`a w języku polskim. Nie wyobrażam sobie kogo innego w roli Snake`a jak nie Davida Haytera (Old Snake), który głosem potrafi oddać starczy wiek i cierpienie wojennego weterana, któremu prawdopodobnie nigdy nie przyjdzie umrzeć w ciepłym łóżku u boku przyjaciół, a Christopher Randolph ponownie sprawdza się świetnie w roli bezkonfliktowego Otacona. Swój wielki powrót zaliczyli także: Patric Zimmerman (Shalashaska), Jennifer Hale (Naomi), Paul Eiding (Roy Campbell), Phil LaMarr (Vamp) i inni, których nie wymienię, obyś Drogi Czytelniku nie wiedział za dużo… o ile już nie wiesz.

Czytasz niniejszą recenzję i co myślisz, Czytelniku? Strzelam, że kręcisz głową nad moimi zachwytami stwierdzając, że jestem nieobiektywnym fanem MGS`a i ten tekst nie jest nic wart. W kwestii pierwszej (ocenę drugiej pozostawiam Tobie) przyznam Ci rację, ponieważ czy świat tego chce, czy nie, Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots jest grą PRZEDE WSZYSTKIM, dla entuzjastów w/w serii, którym nazwa La-li-lu-le-lo nie kojarzy się z kolędą „Gdy Śliczna Panna” lub pewną znaną piosenkarką z dużym tyłkiem. Gracze, którzy nie mieli kontaktu z poprzednimi odsłonami Metal Gear Solid, poczują się jak dzieci we mgle i jedynym kołem ratunkowym będzie dla nich „Baza wiedzy Metal Gear Solid”, gdzie znajdą wszelkie informacje na temat serii lub po prostu odrobią zaległą pracę domową.

Jarosław Nowak

Jesteśmy częścią StacjaKultura.pl

Fot. Konami

Zanim bestialsko zarżniesz i wypatroszysz swoją świnkę-skarbonkę zastanów się, Graczu, czego oczekujesz od gry akcji, na której produkcję poszło jakieś 120 milionów dolarów? Jeżeli oczekujesz solidnego kawałka softu, z grafiką na bardzo wysokim poziomie, muzyką skomponowaną przez Hollywoodzkich kompozytorów, wysokiej klasy aktorów nadających wirtualnym postaciom ludzkiej duszy i charakteru, fachowo skonstruowanych przerywników filmowych, sprawiających ,że przestajesz widzieć różnicę miedzy grą a kinową produkcją, intensywnej rozgrywki, która dostarczy Ci wielu mocnych wrażeń oraz wciągającej i wartościowej opowieści ze sprytnie ukrytym przesłaniem, Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots jest grą, od której nie odejdziesz, dopóki na samą myśl o niej nie zareagujesz jak na wspomnienie „Gwiazd tańczących na lodzie” ze skretyniałą Jolcią w roli głównej… O ile to w ogóle jest możliwe.

Plusy:
+ fabuła
+ scenariusz
+ zwroty akcji
+ genialna muzyka
+ szczegółowa grafika
+ rozwinięty względem poprzednich części gameplay
+ voice acting (!!!)

Minusy:
– sporadycznie występujące tekstury
– zbyt dużo „japońskich” niuansów (wstawki ze smażeniem jajek – WTF?!)

OCENA: 10/10

Be the first to comment

Leave a comment

Your email address will not be published.


*