Battlefield: Bad Company 2 recenzja gry

Czy słusznie? I tak, i nie. Z jednej strony Modern Warfare 2 to nie jest za wysoki próg do przeskoczenia, a z drugiej wielu już próbowało osiągnąć poziom MW2 z raczej słabym skutkiem.

Od razu po uruchomieniu gry zostałem bardzo miło zaskoczony. Bad Company 2 wydany został w pełnej polskiej wersji językowej. O czym już pewnie zresztą wiecie, bo EA chwali się tym, jak tylko potrafi. Uruchamiam kampanię, przechodzę trening – który jest równocześnie wprowadzeniem do gry właściwej – po czym rozpoczynam zabawę w trybie dla jednego gracza.

laptopy poleasingowe Kraków

W grze wcielamy się w tych samych panów, którzy w jedynce stracili głowę w pogoni za skrzyniami pełnymi złota. Jednak tym razem nabrali oni nieco ogłady i nie rzucają swoimi głupkowatymi tekstami na lewo i prawo. Zachowują się prawie jak żołnierze, wykonują rozkazy i przy okazji dobrze się przy tym bawią. Zadaniem naszych szeregowych jest uratowanie Stanów Zjednoczonych przed chaosem, który chce zasiać organizacja posiadająca niezwykle nowoczesną broń pozwalającą na wyłączenie wszystkich urządzeń elektronicznych w kraju. Bardzo, bardzo czarny scenariusz prawda? Wyobraźcie sobie miesiąc bez komputera i telewizji.

Sama kampania przypomina teraz bardziej Modern Warfare 2, aniżeli Battlefielda. W pierwszej części gry otrzymywaliśmy do dyspozycji olbrzymich rozmiarów tereny oraz misje, do których mogliśmy podejść na własny sposób. W drugiej części akcja została poprowadzona po sznurku. Czy wyszło to grze na dobrze? I tak, i nie. Mnie osobiście podobała się swoboda z jedynki; tutaj mamy jasno wytyczoną ścieżkę i żadnych odstępstw od normy. Albo robimy to tak, jak chcieli autorzy, albo nie robimy tego wcale.

Misje, które przyjdzie nam wykonać są przede wszystkim różnorodne. Zarówno lokacji, jak i rodzajów zadań jest bardzo wiele, co sprawia, że nowym Battlefieldem bardzo trudno się znudzić. Mamy zatem misję polegającą na zakradaniu się, eliminacji przeciwników ze snajperki Za chwilę natomiast znajdujemy się na śniegu i musimy kombinować tak, aby nie zamarznąć. Mija kilkanaście minut i zasiadamy za stery czołgu, sterujemy helikopterem lub łodzią. Jak sami widzicie, jest interesująco.

To, co razi w oczy – to podobieństwo BC2 do MW2. Wiele elementów, które sprawdziły się w dziele Infinity Ward zostało powielonych w najnowszym produkcie Dice. Dzięki Bogu, te zapożyczenia wyszły grze na dobre. Dla przykładu – zmieniony został sposób, w jaki odnawiamy swoje moce życiowe. Zamiast wielkiej igły wbijanej w klatkę piersiową mamy teraz samoodnawialne zdrowie.

Nie uległa zmianie kartonowość, która dokuczała mi w jedynce. Do produkcji gry użyto silnika Frostbite. Pozwala on na niszczenie otoczenia gry. W pierwszej części zniszczeniu ulegały ściany budynków, drzewa oraz inne elementy fauny i flory. Kontynuacja pozwala nam na doszczętne zniszczenie całych budowli. Niemniej nadal w grze znajdują się elementy, których nie da się nawet tknąć, a szkoda. Zastosowanie tego silnika sprawiło, że cała gra sprawia wrażenie zbudowanej ze styropianu. Momentami zastanawiałem się, czy ten tytuł ma wbudowany jakikolwiek silnik fizyczny. Ściany kruszą się i wygląda to bardzo ładnie, ale niestety bardzo nierealnie. Grając w ten tytuł, miałem wrażenie jakbym oglądał Power Rangers, gdzie człowiek w kostiumie potwora przewracał kartonowe domki. Liczyłem na to, że dwójka zmieni ten element rozgrywki i niestety przeliczyłem się.

Przeciwnicy, których spotkamy na swojej drodze, nawet na najniższym poziomie trudności potrafią spokojnie przyjąć na klatkę dwa naboje i dalej swobodnie biegać, co mnie dość mocno irytowało. Kolejna sprawa – ich inteligencja czasami zawodzi. Zdarza im się stać bezradnie w jednym miejscu i strzelać bez ruchu. Potrafią się zgubić w dżungli i robią wrażanie jakby pierwszy raz grali w tę grę. Nie wiedzą, co i kiedy mają zrobić. Nasi pobratymcy najwyraźniej korzystają z tych samych skryptów, ponieważ bardzo często popełniają te same błędy.

Nie wiem, jak wy, ale ja bardzo lubię używać karabinów snajperskich. Tak też postąpiłem w BC2, chwyciłem snajperkę udałem się na wzgórze i kolejno zacząłem zdejmować wrogich żołnierzy z jakichś 150 metrów. Jakież było moje zdziwienie, gdy zauważyłem, że przeciwnicy spokojnie strzelają do mnie ze strzelby. W innych grach nawet bym się tym nie przejął, ale Bad Company 2 jest inne. Z takiej odległości strzał ze strzelby spokojnie do mnie dolatywał i zabierał pokaźne ilości zdrowia. Czyżby nowoczesna broń ewoluowała tak bardzo, że karabiny snajperskie są już niepotrzebne i każdego przeciwnika można zdjąć za pomocą strzelby? Nie wydaje mi się.

Grafika w BC2 to arcydzieło. Modern Warfare 2 może pomarzyć o tak piekielnie pięknym projekcie poziomów, modelach postaci i rozległym otoczeniu. Gra wygląda oszałamiająco i działa bardzo płynnie. Denerwuje nieco brak AA, ale można bez tego żyć. Otoczenie nie doczytuje się, a krajobrazy, które przyjdzie nam podziwiać wyglądają po prostu bajecznie. Dodam tylko, że testowałem wersję na Xboxa 360. Gra na komputerach PC wygląda jeszcze ładniej.

Dźwięk. Odgłosy walki, przeładowania broni, krzyki naszych przeciwników to poezja. W czasach, w których nawet kosmici mówią po angielsku usłyszenie Rosjanina mówiącego po rosyjsku to prawdziwy rarytas. Z drugiej strony mamy pełną polską lokalizację. Cezary Pazura daje radę, jakość dubbingu w skali szkolnej oceniam na piątkę. Niestety teksty, których przyjdzie nam wysłuchać to już inna para kaloszy. Ja nie wiem, kto to pisał, ale zdanie typu „Ty pieprzony pacyfisto!” brzmi raczej plastikowo. Autorzy tekstów chcieli, aby gra była śmieszna, a wyszła im tak śmieszna, że aż żenująca. Owszem, przez większość gry dialogi nie są najgorsze, przekleństwa którymi gra jest nadziana jak jeżyki rodzynkami w ogóle mi nie przeszkadzają, ale niektóre gadki tych pseudożołnierzy sprawiają, że mam ochotę sam siebie spoliczkować i wyłączyć konsolę. Jak taka banda przygłupów może uratować świat? Ja znam się na humorze, lubię się śmiać i robię to codziennie, ale głupota ludzka jakoś mnie nie bawi – zwłaszcza ta wymyślana na siłę.

Multiplayer. W tej chwili po prostu nie działa. EA nie spodziewało się, że gra sprzeda się aż tak dobrze. Serwery zostały przeciążone nawet do 400%! Firma jest świadoma tego problemu i wkrótce znajdzie na niego rozwiązanie. Na szczęście udało mi się zagrać kilka meczy online, przez co mogę podzielić się z Wami moimi wrażeniami. Sama rozgrywka nie różni się za wiele od jedynki. Oprócz nieco zmodyfikowanych trybów gra się bardzo podobnie jak w poprzedniczce, czyli bardzo dobrze. Poziomy nieco się skurczyły, dlatego rozgrywka jest teraz bardziej intensywna, a pojazdy nie pełnią już aż tak wielkiej roli, jak to miało w poprzedniczce. Do dyspozycji mamy dziesięć poziomów zlokalizowanych w różnych miejscach kuli ziemskiej. Na nich możemy zagrać w jeden z czterech trybów: Drużynowy Deathmatch, Drużynową Gorączkę, Gorączkę oraz klasyczny Podbój. Jedyne do czego można się przyczepić to zrównoważenie postaci, zwłaszcza medyka. Ma on potężną siłę ognia oraz bardzo szybko potrafi zdobywać punkty poprzez rozrzucanie apteczek po całej planszy.

Podsumowując – Bad Company 2 to gra bardzo dobra, tryb dla wielu graczy  dosłownie porywa do tego stopnia, że nie chce się odejść od ekranu telewizora. Kampania zjadła tę z Modern Warfare 2 bez popijania, grafika powala na kolana, a dźwięk sprawia, że czujemy się jak na prawdziwej wojnie. Zdecydowanie polecam ten tytuł wszystkim fanom FPS-ów.

Ocena: 9/10

Plusy:
+ grafika
+ dzwięk
+ multiplayer
+ kampania
+ możliwość niszczenia otoczenia
+ polska lokalizacja

Minusy:

– SI
– drobne błędy tu i tam

Dawid Szyszko

Be the first to comment

Leave a comment

Your email address will not be published.


*