Atlantis Evolution recenzja gry

Historia, którą wam opowiem wydarzyła się, podczas mojego powrotu z Patagonii. Zrobiłem tam kilka świetnych fotek i nie mogłem się doczekać momentu, kiedy je wszystkim pokażę. Gdy płynąłem na tej rozpadającej się łajbie moim największym zmartwieniem było dobre zabezpieczenie zdjęć przed zamoknięciem. Szczególnie, że niebo zasnuły burzowe chmury i sztorm wydawał się nieunikniony. ()Muszę przyznać, że takiej burzy w życiu nie widziałem. Istne piekło na otwartym morzu, którego dno stało się grobem dla naszego statku. Na szczęście zdołałem zabrać swój bagaż i jakimś cudem zapakować go na szalupę. Gdy myślałem, że już zdołałem się uratować, pojawił się wir, który wciągnął mnie razem z łodzią w swoje trzewia.

laptopy poleasingowe Kraków

Straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem nadal byłem w szalupie, a dookoła próżno mogłem wypatrywać choćby skrawka lądu. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, ze już nie jestem w znanym mi świecie. Co? Nie, nie umarłem. Wir wciągnął mnie w głąb powłoki Ziemi, gdzie jak się okazało istniała Nowa Atlantyda. Pierwszym jej zwiastunem był dwugłowy ptak. Drugim latający obiekt, który zabrał mnie na swój pokład wraz z całym moim dobytkiem. Zostałem nim przetransportowany na ląd i tam po raz pierwszy spotkałem się z podobiznami panujących bogów, których później miałem poznać bliżej, a nawet… Ale o tym później.

W każdym razie w moim życiu pojawił się nowy cel. Nie dać się zniewolić i jak najszybciej wrócić do domu. I gdyby nie legenda, w której jak się później okazało odgrywałem główną rolę, nawet by mi się to w miarę szybko udało. A tak jak to z legendami bywa, musiałem jeszcze zbawić ludzkość, obalić tyrana i poznać kilka interesujących postaci.

Jednak, aby to wszystko osiągnąć przyszło mi się zmierzyć z kilkoma ciekawymi wyzwaniami. Wyobraźcie sobie, że mimo zaawansowanej technologii, jaką tu i tam mogłem dostrzec, niektóre przeszkody nawiązywały do wymyślonych w moim świecie gier video. I to do tak klasycznych tytułów jak Pong, czy Frogger. Przyznaję się bez bicia, że trafiło to w moje gusta i nawet przyjemnie się te zadania wypełniało. Podobnie jak przedzieranie się przez labirynt czy przesuwanie skrzyń na przeznaczone im miejsca. Nie mogłem też narzekać na inne wyzwania, do których należałoby zaliczyć sekwencje skradankowe, czy przestrzenne. A skradać zdarzyło mi się tam w niejednym miejscu. Czasami mogłem się czymś zasłonić, tak by nie było widać mojej twarzy i przejść obok strażników udając jednego z szeregowych pracowników, a czasem konieczne było odrobinę więcej sprytu. Wtedy trzeba było czymś odwrócić uwagę wroga, a gdy ten odszedł sprawdzić, co się dzieje, szybko przemknąć do niestrzeżonego przejścia.

Tak, emocji zdecydowanie nie brakowało. Szczególnie na początku mojej przygody, gdy uciekłem strażnikom, co skutkowało otrzymałem przeze mnie statusu ściganego. Jako taki skazany byłem tylko na łaskę dżungli. Walka z czasem plus nieznajomość terenu skutecznie podnosiła adrenalinę we krwi. Na szczęście nie była tak frustrująca jak się z początku obawiałem, choć inni mogliby się zdenerwować. W końcu z pogonią za plecami, ciężko jest jeszcze szukać przedmiotów, które otworzą nam dalszą drogę ucieczki. Dobrze, że w lesie mogłem się natknąć na miejsca, dające odpowiednią ochronę i chwilę na złapanie oddechu.

Choć Nowa Atlantyda jest mieszanką starej i nowej technologii to przeszkody, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, nie należały do szczególnie trudnych. Wszystko układało się w logiczną całość, a po kieszeniach nie musiałem nosić ton znalezionych przedmiotów. To, co wpadło mi w ręce bardzo prędko dało się wykorzystać. Dzięki temu dość szybko parłem do wyznaczonego celu i wydostania się z wnętrza Ziemi.

Choć przyznaje, że to, co mnie tam spotkało było interesujące. Zwłaszcza w początkowej fazie mojej przygody, gdy próbowałem odnaleźć się w nowym otoczeniu. Wszystko było owiane delikatną mgiełką tajemnicy i nawet chciałem się głębiej wgryźć w to, co się wokół mnie działo. Może powinienem zawdzięczać to dość szybko dziejącym się wydarzeniom, które później niestety zwolniły. Tak się jakoś złożyło, że najlepiej wspominam chwile spędzone na stałym lądzie. Potem, gdy konieczność zmusiła mnie do odwiedzenia podniebnej siedziby bogów, nagle zrobiło się mniej ciekawie. To znaczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli, nie brakowało tam zajęcia, a intryga dość mocno zaczęła się zazębiać, ale brnąłem przez to wszystko raczej siłą rozpędu i koniecznością wykonania misji, z którą zostałem tam wysłany. Od jej powodzenia mogło przecież zależeć moje ocalenie i tak upragniony powrót do domu.

Zresztą nie będę wnikał w szczegóły wydarzeń, bo te możecie poznać w grze komputerowej, którą stworzyło studio Dreamcatcher. Jako, że wspomniana produkcja opowiada o moich losach, musiałem się jej bliżej przyjrzeć. Okazało się, że moje przygody można poznać w niecały dzień grania, a sama gra, choć nie jest wybitna, wybija się na pewno ponad przeciętność. Owszem możecie zarzucić mi stronniczość, bo w końcu zżyty jestem z nią emocjonalnie, ale w sowim życiu parę produkcji point’n’click przeszedłem i myślę, że trochę na tym gatunku się znam.

Graficznie zachwycająco nie jest, choć kilka lokacji (jak np. dżungla) mi się spodobało, to myślę, że we współczesnych czasach z dzisiejszych komputerów można wycisnąć zdecydowanie więcej. Choć z drugiej strony, jeśli nawet grasz od czasu do czasu na komputerze służącym głównie do pisania lub zbierania kurzu, to moje losy powinieneś móc poznać w dość komfortowych warunkach. Cóż, zaleta niskich wymagań sprzętowych. Lokacje i niektóre wydarzenia łączone są ze sobą za pomocą renderowanych filmików, które choć interesujące i nawet ładnie wykonane to podobnie jak grafika, od współczesności trochę odbiegają. Podobać mogą się niektóre modele postaci. Niektóre, bo tylko kilka jest przyjemnych dla oka. Reszta wygląda dziwnie, niekiedy nawet jest mocno zdeformowana. Może tak miało być, ale mi akurat średnio to odpowiadało.

Gra została wydana nawet w Polsce, gdzie tamtejszy wydawca, niejakie IQ Publishing, podjął się przetłumaczenia moich wydarzeń na język polski, a efekty swoich starań przedstawił w formie kinowych napisów. Słyszałem, ze wyszło to im nawet nieźle, choć gdzieniegdzie trafiają się angielskie słowa, a podobno ktoś nawet całe nieprzetłumaczone zdanie zauważył. Takie małe gafy.

Najgorsze, że w moim egzemplarzu gry był spory problem z menu. Wcięło gdzieś kursor, a zamiast niego poruszały się po ekranie jakieś mało wyraźne poziome kreski, którymi za cho… którymi ciężko było trafić w ikonki, co potrafiło skutecznie zdenerwować. Na szczęście gry nie trzeba często zapisywać, bo nawet, jeśli coś mi nie wyszło to traciłem najwyżej minutkę. No, ale jak się chce wyjść z gry (ja nie musiałem, gdyż poznałem swoje losy przy jednym posiedzeniu), to trochę na chybił trafił trzeba sobie poklikać.

Ogólnie rzecz biorąc nawet przyjemnie było mi przeżyć ponownie swoją przygodę na Nowej Atlantydzie. Gra ma małe niedoróbki, ale zasługuje na uwagę i spokojnie mogę wystawić jej solidną siódemkę. Czas przy niej spędzony raczej nie powinien zostać uznany za stracony, więc jeśli chcesz poznać dokładniej moje przygody, sięgnięcie po Atlantis Evolution będzie dobrym pomysłem. Szczególnie, że mnie jako bohatera gry oddali całkiem dobrze i myślę, że mogę zaskarbić sobie Twoją sympatię.

Ocena: 7/10

Plusy:
+ początkowe wydarzenia,
+ mini gry nawiązujące do klasyki
+ różnorodność wyzwań
+ w sumie przyjemna rozgrywka
+ niskie wymagania sprzętowe

Minusy:
– nie utrzymanie rozgrywki na wysokim poziomie do końca
– grafika, która nikogo nie rzuci na kolana

Wymagania sprzętowe:
– system operacyjny Microsoft 98/ME/2000/XP
– procesor Pentium III 850 MHz
– 64 MB pamięci RAM
– karta graficzna zgodna z DirectX 8 i 32 MB pamięci na pokładzie
– 4 GB wolnej przestrzeni na dysku twardym

Łukasz Czerwiński

Be the first to comment

Leave a comment

Your email address will not be published.


*