Looney Tunes: Acme Arsenal – recenzja

Tym razem przyszło mi ocenić produkt z tej pierwszej kategorii. Czy warto go kupić? Zaraz sprawdzę.

Na wstępie warto napisać, że tytuł ten to zwykła platformówka przeznaczona dla dzieci od 3 roku życia. Mimo wszystko, ja postaram ocenić się grę okiem gracza, który ma na karku więcej niż trzy latka…

Po odpaleniu produkcji tak naprawdę nic się nie dzieje. Nie ma jakiegoś klimatycznego intra, które wprowadzałoby nas w linię fabularną tej gry.  Po prostu, od razu zostajemy wysłani na trening, aby nauczyć się poruszania po grze oraz zadawania ciosów oprychom. W tym miejscu warto wspomnieć,  że każda postać wykonuje ciosy po naciśnięciu tych samych klawiszy, oczywiście różnią się one od siebie. Przykładowo Królik Bugs wali wszystkich młotem, a Diabeł Tasmański kręci efektowne bączki. Niemniej jednak,  wykonywanie tych kilku (trzech – czterech) zaproponowanych przez twórców gry,  ciosów jest proste i mało efektowne. Na zakończenie tego akapitu wspomnę jeszczę o czterech gatunkach broni. Pierwsza, to tradycyjna, dobrze znana z gier z serii GTA, dubeltówka. Wolna, ale za to dokładna. Przypomina broń, której używał Elmer Fudd. Niestety, chłopaka nie zobaczymy w grze. Następną niesamowitą mega wykręconą bronią jest wyrzutnia rękawicy bokserskiej – podobna do bazooki. Trzecim gnatem jest skrzyżowanie miotacza ognia z tosterem do pionek Marshmallow, czyli po prostu zwykły miotacz ognia. Na deser zostaje nam jeszcze przedziwna broń kosmiczna, która potrafi wystrzelić trzy naboje naraz. Laptopy poleasingowe Kraków

Trening zaliczony, tak więc teraz powinna zacząć się prawdziwa część gry. W sumie, to ona może i jest, ale nie tworzy spójnej całości. Po prostu każdy level jest czymś w rodzaju oddzielnej kreskówki. Ma oddzielną mini fabułę.  Nie są one połączone jedną wspólną historią. Zwyczajnie, każda lokacja to oddzielny wątek, niczym nie związany z poprzednim. Komputer do gier

Na każdej planszy musimy pokonać przeciwników, którzy zmieniają się w zależności od lokacji. Przykładowo w zamczysku, będziemy walić w wrogo nastawione dla nas roboty. Przeciwników jest dość dużo i na nudę nie sposób narzekać. Nie przypominam sobie tych oponentów w kreskówkach od Warner Brothers. Po prostu twórcy je wymyślili.

Brak jednej linii fabularnej daje potencjał. Niestety, schematyczność tej gry wszystko niszczy. Bowiem każdy poziom opiera się tylko i wyłącznie na chodzeniu oraz pokonywaniu przeciwników. Rozwal tego, rozwal tamtego, zbierz monety, odnów życie i idź dalej. Tyle. Od czasu do czasu będzie również możliwość zawalczenia z jakimś większym przeciwnikiem, którego również rozwalimy za pomocą wcześniej wspomnianych ciosów. Niestety w produkcji nic więcej nie zobaczymy.

Graficznie bez fajerwerków, gdyż zarówno modele postaci, jak i tekstury prezentują poziom trochę wyższy niż ten znany z PlayStation 2. Tła są brzydkie, mało szczegółowe, a postacie są czasami kwadratowe. Oka dorosłej osoby, to one nie ucieszą, ale dziecka jak najbardziej. Kamera zaś, która ustawiona jest za plecami naszego bohatera często ustawia się pod złym kątem i trzeba ją samemu ustawiać na właściwy poziom. Trochę to męczące…  Chyba nie muszę już nic więcej dodawać – gra jest po prostu uwsteczniona pod tym względem.

O stronie dźwiękowej tytułu można napisać coś więcej. Na wielki plus tej produkcji można zaliczyć głosy użyczone postaciom, gdyż przemówią do nas swoimi oryginalnymi, znanymi z kreskówek głosami. Niestety, tylko w języku angielskim. Niemniej jednak, miło jest usłyszeć ponownie charakterystyczny dźwięk wychodzący z ust Królika Bugsa albo Kaczora Daffy’ego.  Muzyka zaś sama w sobie jest prosta, mniej więcej taka jak w kreskówkach – kilka nieskomplikowanych dźwięków. Mimo to pasuje tutaj bardzo dobrze. W skrócie, klimat dźwiękowy znany z filmów animowanych oddany został znakomicie!

Na zakończenie tego, jakże żywego, a zarazem barwnego opisu warto wspomnieć o lokacjach i bohaterach. Te pierwsze są nawet barwne, chociaż bogactwem detali, to one mojego oka raczej nie ucieszyły, ale przynajmniej są różnorodne. Raz będzie to jakieś dziwne zamczysko, innym razem wylądujemy na polu bitewnym z okresu II Wojny Światowej. Nie gorzej jest z postaciami, których jest aż 12: Królik Bugs, Kaczor Daffy, Marsjanin, Kogut, Potwór, Taz, Zwariowany Królik Bugs, Królik Bugs Faraon, Kaczor Daffy król, Marsjanin wędrowiec. Jak widać, niektóre postacie się powtarzają, tak więc mamy ich w sumie siedem. To szczęśliwa i nawet satysfakcjonująca liczba.  Tak więc w tych dwóch kwestiach pozycja ta wychodzi całkiem przyzwoicie.

Czym jest więc  Looney Tunes Acme Arsenal? Jest grą, która miała potencjał i być może zostałby on wykorzystany, gdyby twórcy włożyli w niego trochę pracy. A tak dostaliśmy bardzo słabą grę, która wyciągnie kasę z portfeli rodziców dzięki temu, że dziecko zobaczy na okładce Królika Bugsa. Zaawansowany gracz nie ma nawet po co sięgać, gdyż tytuł ten skończy w przeciągu 6 godzin. Dziecko zaś pewnie w 10-11 i wtedy jest, to całkiem niezły wynik. Niemniej jednak, temu tytułowi daleko do takiej perełki jak Crash z PlayStation.

Gra posiada również tryb dla zabawy wieloosobowej. Niestety z przyczyn manualnych nie mogłem tego sprawdzić. Warto również wspomnieć o tym, że można bawić się przez Xbox Live. Niemniej jednak, tego również nie oceniłem gdyż po pierwsze nie znalazłem osób, w które to grają, a potem skończył mi się już Xbox Live Gold.

Plusy:
+ bohaterowie
+ głosy
+ różnorodne lokacje

Minusy:
– wykonanie
– schematyczność
– grafika

Ocena ogólna: 4/10

Be the first to comment

Leave a comment

Your email address will not be published.


*